Pierwszy bardziej luźny dzień służbowy od… kilku tygodni.
Kompletuję dokumenty do każdej z 11 umów z otwartego konkursu ofert. Roboty papierowej, uważania żeby czegoś nie po… chrzanić ;D I jeszcze stoją mi nad głową, że „szybko, szybko, szybko”. Nie da się SZYBKO. Bo szybko to nie równa się „dokładnie”. Ech…
W międzyczasie roszczenia tych nie zadowolonych z rozstrzygnięcia komisji konkursowej, czyli szykuje się maleńka wojna. Już czuję… I Wicek też, bo już ustalaliśmy strategię jaką przyjmujemy. Taka ekwilibrystyka słowna.
………………………………………….
Wicek teraz wparował i tu humorem mi błyszczy… Prawie się popłakałam ze śmiechu.
I kierownik mi gada, gada, gada. Rany boskie… Poszaleli. Życie towarzyskie kwitnie…
A poszli mi z tym gadaniem i rozpraszaniem :D
Domowo? Nieźle. Rodzicielka ma problemy ze zdrowiem, ale powoli z tego się wykaraska.
Zmęczona jestem, ale! Fajnie jest. Ciekawie :D
W Firmie atmosfera oziębła. Kroją się awanse. Nie wszyscy zadowoleni.
Nie ważne.
Za wczorajsze konsultacje zbieram gratulacje i wyrazy uznania. Taki uścisk dłoni Prezesa np. :D
Może Dzień Kobiet to dobry dzień aby wrócić do pisania? Chociaż to na razie taka …. luźna deklaracja :)Co można napisać po takim czasie nie pisania? Pewnie tylko skróty. Że Babcia umarła. Że pracuję w Firmie i generalnie jestem zadowolona. Tylko czasem mam ochotę mordować ;D Że nieźle wyglądam i fajnie się czuję. Że jestem sama, ale nie narzekam. Że… ach :) Dzieje się, dzieje…
skomentuj (2)
Nowy rok zaczął się z przytupem mocnym. Zawodowo się toczy szybko, nie za bardzo pewnie.
Od piątku mam nowego członka rodziny. Tata mojej BO znalazł dwa szczeniaki. W środku lasu, na mrozie. Skurwielowi, który taką krzywdę zrobił tym zwierzętom życzę jak najgorzej...
W każdym razie udało się ocalić jednego pieska. I znalazł już dom. U mnie. Jak mawia BO - „Będzie miał dobrze. Gdybym była psem chciałabym mieszkać u Ciebie”.
Jest śliczny, tłuściutki – dochodzi do siebie po tej traumie. Uczy się życia w rodzinie :D Nie można go nie pokochać. Zjednuje sobie wszystkich. Gucio.
Tak to jest – znajdują mnie te stworzonka potrzebujące pomocy...
Poza tym zaczynam znów przypominać sobie co to znaczy DBAĆ o siebie. Makijaż pełen i co dzień, a nie „jak – mi – się – przypomni”. Coraz dłuższe włosy. Większa pewność w ruchach? Fajne to jest, nie powiem że nie ;)
Ciągle do przodu, z determinacją. Niby nie wiele jest pewne (cokolwiek jest?), ale nie daję się. Walcz Emka, walcz.
skomentuj (1)
Jutro powrót do pracy. Cieszę się, ale... Prawda jest taka, że odwykłam od wstawania o piątej rano itd. Leniwiec mi się włączyl ;D
W piątek powiększyła nam się rodzina zwierzęca. Ktoś podrzucił dwa kociaki. Jednego upolował sobie Alf. Drugiego znalazłyśmy z Mamą w modrzewiach. Jest mały, czarny jak węgielek i bardzo wesoły. Jakby na przekor swojej dotychczasowej sytuacji życiowej... Usiłuje zaprzyjaźnić się z innymi kotami, ale idzie mu to opornie. Nazwałyśmy go Edek.
Ponad miesiąc na L4, w tym ponad dwa tygodnie w gipsie. Wszystko dzięki przygotowaniom do Powiatowego Święta Plonów… Skręcony staw skokowy.
Jedna korzyść – wypoczęta jestem, nadrobiłam zaległości książkowe i filmowe (z tymi trochę gorzej). Uczę się nowego Raynoxa i nieziemsko mnie to wciąga (Mama donosi mi „modele”).
W sobotę byłam w pracy. Konferencja promująca nowy produkt. Ale ja nie o tym… Odbierał mnie narzeczony BO. Dotarło do mnie, że dawno (nigdy?) się tak nie troszczył o mnie facet – czy wszystko w porządku, czy w czymś pomóc, coś przynieść itp.
Poza tym – rozkwitam. Zapragnęłam mieć znów długie włosy. Kupiłam bluzkę z efektownym dekoltem ;) Licytuję na Allegro wymarzone kolczyki. Że nie jestem idealna? Cóż… Idealna Emka to byłoby coś czego świat mógłby nie znieść :DDDDD
Nadal jest wiele wątpliwości – moja praca, Mama, kilka rodzinnych spraw. Ale jest też z czego się cieszyć. I ja to wykorzystuję. Do oporu.
skomentuj (0)
Chwilami mam wrażenie, że nie panuję nad sobą/ życiem/emocjami.
A potem mi przechodzi :) I nagle okazuje się iż doskonale wszystko ogarniam.
Mało czytam, mało piszę.
Pracuję.
Mama choruje.
Balbina umarła.
skomentuj (1)
9.33. Urodziny spędzane z dala od domu. Dzwoniła Mamma, Kay. Sms przyszedł od Mony Lisy. A Przyjaciel przyszedł specjalnie na uczelnię.
Gdyby spełniło się 50% tego, czego mi dziś życzą to byłabym mega szczęśliwa :D
Nic to, lecę na zajęcia :)
Mam masę pracy. Od rana do nocy przy laptopie. I tylko sprawdzanie stanu konta poprawia mi z lekka humor. Jakaś pozytywna strona. Tak, przeznaczeniem mym pisanie jest ;DD
Nie umiem zapanować nad czarnowidztwem. W miarę wiem, co będzie do końca grudnia. A potem? Zero przewidywalności. Jakoś mnie to gniecie.
A jednocześnie mam w sobie przekonanie, że będzie ok. Ot, dojść do ładu… Nic to. Robić swoje i skupić się na najpilniejszych sprawach.
Tyle. Proste? Teoretycznie.